Komentarz pierwszy
o Bogu, który spotkał Żyda z Poganinem

Opublikowany przez Aplalogia, maj 2021

Chciałbym zacząć nową serię - komentarze. Na ten moment chodzi o teksty biblijne. Jak wspominałem, moja praca polega na komentowaniu, co tydzień, wybranych tekstów biblijnych. Rytm wyznacza oczywiście liturgia katolicka. Daje mi to okazję do przemyślenia na nowo niektórych pasaży biblijnych, próby odkrycia ich znaczenia zamierzonego przez autorów i ich ewentualnej aktualności dzisiaj. Oczywiście nie będą to fachowe komentarze egzegetyczne, bo nie mam odpowiednich narzędzi do ich przeprowadzenia. Będą to raczej refleksje na marginesie tekstów, dłuższe lub krótsze, po to, żeby przekonać się czy historyczne podejście do tekstów biblijnych może nam dać dzisiaj coś więcej niż tylko objaśnić przeszłość. Nie mogę obiecać z jaką regularnością będą się ukazywać.

Żyd idzie w gościnę do Poganina (Dz 10)

Chciałbym zacząć od tekstu z Dziejów Apostolskich (10, 1-48) opowiadającym o wizycie Piotra w domu setnika Korneliusza. Jego krótsza wersja pojawia się jako pierwsze czytanie w czasie szóstej niedzieli paschalnej. Sytuacja, którą przedstawia ten tekst odnosi się do jednej z najważniejszych decyzji, jakie zostały podjęte podczas pierwszych dziesięcioleci chrześcijaństwa.

W tekście mamy niejako dwóch bohaterów. Oczywiście pierwszoplanowym jest Piotr, ale ważne miejsce zajmuje także Korneliusz i jego rodzina. Korneliusz nie jest Żydem. Jest poganinem. Prawdopodobnie kimś w rodzaju sympatyka judaizmu, zwanego bojącym się Boga. Możemy sobie wyobrazić, że przekonanie, że istnieje jedyny prawdziwy Bóg i że jest nim Jahwe było niezwykle ważne dla niego. Ale (co istotne) mimo wszystko nie jest Żydem i nie żyje w przymierzu z Jahwe. Nie jest obrzezany i nie praktykuje Prawa. Możliwe, że stosował pewną część jego reguł, ale z całą pewnością nie pozwalało to na traktowanie go jako Żyda. Upraszczając i używając dzisiejszej terminologii można by powiedzieć, że był kimś w rodzaju wierzącego, ale niepraktykującego (czy też wierzącego, ale niezgadzającego się ze wszystkim). No, przynajmniej niepraktykującego w najważniejszych częściach.

Piotr z kolei jest pełnoprawnym Żydem, który uznał Jezusa za obiecanego Mesjasza i wyzwoliciela Izraela i był świadkiem jego nauczania. Tymczasem Jezus z Nazaretu wykluczał misję wśród pogan. Sam jej nie prowadził (Ewangelie nie zawierają żadnych świadectw nauczania Jezusa w dużych miastach Galilei, które w większości były pogańskie) uzasadniając, że jest posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 15, 24). No i co istotne: zabronił takiej misji swoim uczniom (Mt 10, 5b-6):

Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.

Było to zgodne z ówczesnym przekonaniem, że panowanie Jahwe i jego akcja wyzwoleńcza dotyczy przede wszystkim Żydów, a nie pogan. Oczywiście poganie nie byli wykluczani z udziału w przyszłym panowaniu Jahwe (przynajmniej przez część grup żydowskich), ale z całą pewnością nie mieli tego samego miejsca co Żydzi. Ich podstawowym brakiem było bowiem nieprzestrzeganie reguł przymierza.

Pomimo tego wszystkiego, dziesiąty rozdział Dziejów Apostolskich prowadzi nas (poprzez nadzwyczajne wizje) do spotkania Piotra z Korneliuszem. Co więcej spotkanie to odbywa się w domu Korneliusza i kończy się tym, że Piotr nakazuje ochrzcić jego samego i jego bliskich. Ochrzcić, czyli przyjąć ich do żydowskiej wspólnoty wierzących w przyjście chwalebne Jezusa jako mesjasza. Warto zauważyć milczenie tekstu na temat istotnego wymogu - od Korneliusza i jego rodziny nie jest żądane ani obrzezanie, ani poddanie się rygorystycznym przepisom Prawa. Słowem - przyjmuje się ich do wspólnoty bez wymagania by stali się Żydami i żeby mieli podobną wizję życia jak Żydzi.

Oczywiście można mieć spore zastrzeżenia co do historyczności opowiadań z Dziejów Apostolskich. Tak naprawdę nie mamy zbytniej możliwości ich weryfikacji, bo są źródłem unikalnym, jeżeli chodzi o pierwsze lata rozwoju ruchu, który pozostał po Jezusie. Niemniej jednak, jest raczej pewne, że właśnie w pierwszych latach swojego istnienia, żydowska wspólnota (wspólnoty?) mesjaniczna, oczekująca ostatecznego wyzwolenia Izraela, którego pierwszym znakiem miał być tryumfalny powrót Jezusa, skierowała się ze swoją misją w stronę pogan i zaczęła ich przyjmować do swego grona bez stawiania wymogów obrzezania i bez wymagania codziennego i rygorystycznego praktykowania Prawa. Natomiast co do tego, czy to Piotr jako pierwszy zaczął tą misję i czy pierwszym miejscem był dom setnika rzymskiego Korneliusza czy też okoliczności były zupełnie inne, pewności nie ma żadnej. No, ale nie wydaje się, żeby miało to większe znaczenie.

Wiemy o tym wszystkim dzięki innym źródłom - przede wszystkim listom pawłowym, ale także tekstom patrystycznym z drugiego wieku. No i przede wszystkim z samego faktu, powszechnie znanego, rozwoju wspólnot chrześcijańskich wśród Greków i Rzymian, a więc pogan. Fakt, że ten rozwój następował wskazuje, że w pewnym momencie musiała zostać podjęta decyzja o głoszeniu Ewangelii poganom i o przyjmowaniu ich do wspólnoty wierzących.

No i Duch się wylał

Oczywiście konsekwencje takiej decyzji były duże. Przede wszystkim oznaczało to, że można zostać zbawionym przez Jahwe bez wymogu praktykowania Prawa Mojżeszowego. Wystarczyło wyznać, że Jezus jest Panem i uwierzyć, że Bóg wskrzesił go z martwych (Rz 10, 9-10). Od wierzących przestano wymagać obrzezania i zobowiązywano ich jedynie do zachowywania ogólnych zasad moralnych pomijając przepisy dotyczące oczyszczeń czy zasad dotyczących pokarmów. No i oczywiście nie trzeba było więcej składać ofiar. Z czasem doprowadziło to do powstania nowej religii - chrześcijaństwa, oddzielonego od judaizmu.

Patrząc na to z naszej perspektywy, można powiedzieć, że była to decyzja niezwykle odważna. Żydzi, zanurzeni w całej pełni w swojej tradycji, wierni przymierzu, w pewnym momencie potrafili poddać w wątpliwość nie tylko zasady własnej religii ale także wyraźny nakaz swojego mistrza (Jezusa) po to, by otworzyć bramy zbawienia dla pogan i zacząć ich traktować jak braci w tej samej wierze. Mówiąc inaczej: zdecydowali się przekazać poganom nowinę, że są tak samo kochani przez Boga jak Żydzi i żeby tego doświadczyć nie musieli stać się Żydami.

Dlaczego tak się stało? Co spowodowało, że byli oni w stanie przekroczyć granicę własnej religii i zrelatywizować jej podstawowe zasady, łącznie z teologią zbawienia? Trudno jest odpowiedzieć precyzyjnie na to pytanie. Możliwe też, że powodów było wiele. Dzieje Apostolskie w swoim 10 rozdziale podają jeden bardzo istotny - doświadczenie, że na pogan został wylany Duch Święty tak samo jak na Żydów. Gdyby przyjąć tę perspektywę można by powiedzieć, że to sam Jahwe ich do tego skłonił, że dając poganom to samo, co Żydom, przekonał ich, że należy przekroczyć to, co wydawało się nieprzekraczalne i zrelatywizować to, co wydawało się niezmienne i niewzruszalne. Z naszej perspektywy można powiedzieć, że poszli za większym dobrem porzucając to, co przeszkadzało mu się urzeczywistnić.

A dzisiaj, co z tym Duchem?

Czy tekst ten i samo wydarzenie, którego dotyczy, mogą być nam pomocne dzisiaj, w naszym kontekście tak innym niż ten, który był w początkach chrześcijaństwa? To, co mnie w nim uderza i co wydaje mi się być ciągle niezmierne aktualne to wizja Boga, a raczej pewien spór o to, kim Bóg jest.

No bo kim w efekcie jest Bóg? Kimś, kto jest nieusuwalnie związany tradycją (a nawet Tradycją), czyli pewnym sposobem, w jakim się objawił przed wiekami, a raczej sposobem, w jakim zostało odczytane jego objawienie się i poza którym nie może się już ujawnić? Kimś, kto może zostać zamknięty w pewnej, nawet najdoskonalszej, tradycji religijnej i żeby Go odkryć wystarczy uczynić tę najdoskonalszą tradycję swoją i wiernie postępować według jej zasad odrzucając każde odchylenie od niej jako pokusę pochodzącą w sposób konieczny od złego?

Czy też może jest kimś żywym, kto ciągle działa, nieustannie zbliża się do nas i próbuje ujawnić nam swoją niezgłębioną i nigdy do końca nieodkrytą Twarz? Kimś, kto nieustanie rzuca wyzwanie temu, co zbudowaliśmy i co nazwaliśmy jako w pełni pochodzącym od Niego, po to, żeby nam pokazać swoje niezgłębienie i nieodgadnięcie i zbliżyć nas bardziej do czegoś co nazywamy pokorą? Może jest kimś, kto stale domaga się od nas swego rodzaju wrażliwości na to, co się wokół wydarza, co nas spotyka w życiu? Kimś, kto stale chce się ujawnić trochę bardziej niż wcześniej? Kimś, kto nie chce naszego zadowolenia z tego, co się już wypełniło, co się dokonało, z tego sposobu, w jakim zbudowaliśmy nasze społeczeństwo, ale domaga się, byśmy - stale otwarci na Jego Ducha - ciągle szukali więcej miłości, więcej prawdy, więcej sprawiedliwości i więcej dobroci?

Można oczywiście postawić jeszcze więcej pytań w podobnym sensie. To, na co chciałbym zwrócić uwagę to fakt, że chrześcijaństwo wyrosło z przekonania, że Bóg nie jest kimś, kto działał kiedyś i kto nas zaprasza do przekonania wszystkich, że to działanie było najpełniejsze i że więcej już być nie może. Chrześcijaństwo wyrosło z przekonania, że Bóg ujawnia się teraz, i że to teraz to więcej niż kiedyś i że porządek, który tworzy swoim ujawnieniem zawsze przekracza to, co było do tej pory. Pierwsze pokolenia uczniów wierzących, że Jezus jest mesjaszem dało swoją odpowiedź i to, kim jesteśmy jest owocem tej odpowiedzi. Dzisiaj, odpowiedź i wybór należy do każdego z nas: odważymy się dać własną czy schowamy się za tą, która została dana za nas... Mówiąc jeszcze inaczej: Duch się wciąż jeszcze wylewa czy już tylko wylał?

← Powrót do strony głównej

Jeżeli chcesz skomentować jakiś wpis, prześlij swój komentarz (razem z pseudonimem przeznaczonym do publikacji) na: apla(małpa)aplalogia(.)com. Autor zostawia sobie prawo do odrzucenia komentarzy propagujących nienawiść, obrażających kogokolwiek lub zawierających elementy reklamowe. Adresy mailowe służą jedynie identyfikacji i nie są publikowane. Jeżeli tego zażądasz - twój mail zostanie usunięty z bazy adresów.

Brak komentarzy